kgb albo scooby doo
[27.11.09/13:48]
szalenie, szalenie bogate w absurdalne wydarzenia mam sny ostatnio.
Wczorajszej nocy Putin we własnej osobie zwerbował mnie do pracy. Podpisałam umowę i dopiero po powrocie w domu spostrzegłam, że zgodziłam się na pracę w KGB! Wystraszyłam się, bo nagle uświadomiłam sobie, że to zdrada Polski, no i tak przypomniało mi sie wszystko to z historii, do czego zdolni są Rosjanie, kiedy chcą kogoś nieposłusznego ukarać... No więc chciałam zrezygnować, ktoś mnie gonił, szarpałam się z jakimś kolesiem, aż w końcu odgryzłam mu kawalątek ucha i nawet słyszałam, jak chrząstka jego ucha chrupnęła, a fuj!
A wszystko pewnie dlatego, że późnym wieczorem czytałam Wprost.
Dzisiejszej nocy z kolei śniło mi się, że z grupą znajomych ze studiów wybieraliśmy się do kolegi na imprezę i co chwila ktoś/coś nam stawało na drodze. A to jakieś potwory, a to jacyś przebierańcy, jakieś smoki, przedziwne stworki rodem z gier komputerowych. Aż w końcu pod domem naszego kolegi wyskoczył do nas jakiś koleś o znajomej twarzy. Krzyczał na nas, że nie powinniśmy pojawiać się o tak późnej porze w tak niebezpiecznej dzielnicy. Zza niego wybiegł w naszą stronę wielgaśny ujadający pies, wyglądał jak mały, żwawy niedźwiedź. I wtedy uświadomiłam sobie, że stoi przede mną Scooby Doo i jego właściciel Wspólnie zdemaskowaliśmy straszącego nas potworka i poszliśmy na imprezę, na której bawiliśmy się figurkami z Kinder – niespodzianek.
Zaczynam poważnie bać się o swoją psychikę! ;)
jesień albo kolorów moc!
[24.10.09/12:12]
Nic tak nie wpływa na moje samopoczucie jak duża dawka porządnego jedzenia :D Dziś doładowałam torpedowany przez szarość za oknem zmysł odczuć kolorystycznych sałatką owocową:
3 banany
3 kiwi
2 pomarańcze
2 brzoskwinie z puszki
4 plastry ananasa z puszki
Wszystko kroję, łączę ze sobą w dużej salaterce, kropię sokiem z cytryny i posypuję cukrem waniliowym. Mmmmmmmmniam! :)
3 banany
3 kiwi
2 pomarańcze
2 brzoskwinie z puszki
4 plastry ananasa z puszki
Wszystko kroję, łączę ze sobą w dużej salaterce, kropię sokiem z cytryny i posypuję cukrem waniliowym. Mmmmmmmmniam! :)
empatia albo apatia.
[23.10.09/01:00]
Znasz kogoś wiele lat. Nie musi być to osoba szczególnie bliska, żebyś po pewnym czasie zaczął/ zaczęła wyrabiać sobie o tym kimś zdanie. Dobre lub złe. Na potrzeby tego posta niech będzie to zdanie złe. Trzymasz się tego zdania.
I nagle poznajesz pewne fakty z przeszłości tej osoby. Fakty, które w istotny sposób mogły rzutować na jej przyszłe zachowanie. Odcisnęły piętno.
Zaczynasz układać w głowie (pseudo)psychologiczne wywody. Tłumaczysz sobie, że ten ktoś teraz zachowuje się w taki właśnie sposób, bo kiedyś dotknęło go to i to. I starasz się tego kogoś usprawiedliwiać, starasz się go zrozumieć, bo przecież o empatii tyle się teraz mówi.
Do jakiego momentu możemy kogoś usprawiedliwiać, a kiedy należy powiedzieć: "stop! Ta osoba jest dorosła, ma tyle lat, że powinna uporać się ze zmorami przeszłości i żyć tak, żeby nie krzywdzić innych!" ??
I nagle poznajesz pewne fakty z przeszłości tej osoby. Fakty, które w istotny sposób mogły rzutować na jej przyszłe zachowanie. Odcisnęły piętno.
Zaczynasz układać w głowie (pseudo)psychologiczne wywody. Tłumaczysz sobie, że ten ktoś teraz zachowuje się w taki właśnie sposób, bo kiedyś dotknęło go to i to. I starasz się tego kogoś usprawiedliwiać, starasz się go zrozumieć, bo przecież o empatii tyle się teraz mówi.
Do jakiego momentu możemy kogoś usprawiedliwiać, a kiedy należy powiedzieć: "stop! Ta osoba jest dorosła, ma tyle lat, że powinna uporać się ze zmorami przeszłości i żyć tak, żeby nie krzywdzić innych!" ??
moneta albo powieka
[07.10.09/20:06]
Profesor:
Dlaczego mężczyźni spinają się częściej niż kobiety?
Mężczyzna: Gdzie są pieniądze?!
Kobieta: Jakie pieniądze??
Nie mam wspólnego budżetu z facetem, więc nie wiem ;) Ale może kobiety po prostu większą wagę przywiązują do zamartwiania się niematerialnymi zawiłościami życia, a węziej: zawiłościami wspólnych damsko-męskich relacji?
Czasem jak czytam książki pisane przez mężczyzn, z narratorem płci brzydkiej, to zastanawiam się, czy w realnym życiu istnieją faceci, którzy w tak piękny sposób potrafią myśleć o kobiecie, o miłości, o uczuciach w ogóle? Czy to tylko fikcja literacka?
Dlaczego mężczyźni spinają się częściej niż kobiety?
Mężczyzna: Gdzie są pieniądze?!
Kobieta: Jakie pieniądze??
Nie mam wspólnego budżetu z facetem, więc nie wiem ;) Ale może kobiety po prostu większą wagę przywiązują do zamartwiania się niematerialnymi zawiłościami życia, a węziej: zawiłościami wspólnych damsko-męskich relacji?
Czasem jak czytam książki pisane przez mężczyzn, z narratorem płci brzydkiej, to zastanawiam się, czy w realnym życiu istnieją faceci, którzy w tak piękny sposób potrafią myśleć o kobiecie, o miłości, o uczuciach w ogóle? Czy to tylko fikcja literacka?
samowar albo dusza.
[02.10.09/21:57]
Zakochanie, jakiż to cudowny stan! Chemia czaruje, uczucia szaleją, hormony zamieniają się w kolorowe radosne kuleczki. Tylko dawać i brać!
Aż tu nagle przylatuje dym. Gryzie w serce, serce otwiera oczy. I oto widzę siebie, racjonalistkę z wiecznie pozdzieranymi od twardego stąpania po ziemi podeszwami na butach w krzywym zwierciadle. Oto bohaterka zasypuje odwieczny dołek dystansu, bo kocha. Niezależna, nagle bardzo potrzebuje kogoś, kto będzie mocno trzymał ja za rękę. Bo kocha. Egoistka, a teraz bardzo zależy jej na tym, żeby Ten Ktoś był szczęśliwy. Bo kocha. Jest w stanie zrezygnować ze swoich planów, bo kocha.
Zwrot akcji? Punkt kulminacyjny, a po nim pozytywna przemiana bohatera?
Nie. Bohaterka gryzie ze strachu w nocy poduszkę. Bo kocha i czuje, że zdradza samą siebie.
Obejrzałam dziś "Sex And The City", kinową wersję. W serialu nie widziałam nic ciekawego, ale z braku innych filmów zmusiłam się dziś do obejrzenia tegoż właśnie filmu. I jedno bardzo mi się spodobało: jedna z bohaterek po pięciu latach związku zauważa, że coś jest nie halo, że niby jest dobrze, ma rewelacyjnego faceta, ale mimo to nie czuje się spełniona i szczęśliwa. Odkrywa, że jej (niezależnej kobiety sukcesu) życie zaczęło kręcić się wokół faceta, że myśli o nim częściej niż o sobie, że jego imię wypowiada częściej niż swoje, że myśli o nim nadmiernie zaprzątają jej głowę.
Myślałam, że udławię się czekoladą. Chochlo! Otrząśnij się, bo zachowujesz się tak samo! Ja, egoistka z natury, nagle siedzę w domu zadręczając się masą pierdół, zamiast (jak za dawnych czasów) chłodno przeanalizować sytuację i poczekać z martwieniem się do czasu, aż COŚ będzie pewne. Tak bardzo chciałabym, żeby on był szczęśliwy, że powoli sama usycham! Bo staram się jak mogę, nadmiernie się wszystkim martwię, rezygnuję ze swoich planów, żeby się z nim zobaczyć, UZALEŻNIAM SIĘ! Destrukcyjnie! Ostatnio, po pewnej poważnej kłótni, dałam się doprowadzić do niemal całkowitego rozbicia emocjonalnego w imię ratowania miłości... A potem byłam na siebie baaardzo wściekła.
Wydawało mi się, że silna osobowość i mocne poczucie własnej wartości są swoistym firewallem chroniącym przed tego typu nieprzyjemnościami.
Wniosek: trzeba mieć głowę na karku i stopy mocno na podłożu.
Aż tu nagle przylatuje dym. Gryzie w serce, serce otwiera oczy. I oto widzę siebie, racjonalistkę z wiecznie pozdzieranymi od twardego stąpania po ziemi podeszwami na butach w krzywym zwierciadle. Oto bohaterka zasypuje odwieczny dołek dystansu, bo kocha. Niezależna, nagle bardzo potrzebuje kogoś, kto będzie mocno trzymał ja za rękę. Bo kocha. Egoistka, a teraz bardzo zależy jej na tym, żeby Ten Ktoś był szczęśliwy. Bo kocha. Jest w stanie zrezygnować ze swoich planów, bo kocha.
Zwrot akcji? Punkt kulminacyjny, a po nim pozytywna przemiana bohatera?
Nie. Bohaterka gryzie ze strachu w nocy poduszkę. Bo kocha i czuje, że zdradza samą siebie.
Obejrzałam dziś "Sex And The City", kinową wersję. W serialu nie widziałam nic ciekawego, ale z braku innych filmów zmusiłam się dziś do obejrzenia tegoż właśnie filmu. I jedno bardzo mi się spodobało: jedna z bohaterek po pięciu latach związku zauważa, że coś jest nie halo, że niby jest dobrze, ma rewelacyjnego faceta, ale mimo to nie czuje się spełniona i szczęśliwa. Odkrywa, że jej (niezależnej kobiety sukcesu) życie zaczęło kręcić się wokół faceta, że myśli o nim częściej niż o sobie, że jego imię wypowiada częściej niż swoje, że myśli o nim nadmiernie zaprzątają jej głowę.
Myślałam, że udławię się czekoladą. Chochlo! Otrząśnij się, bo zachowujesz się tak samo! Ja, egoistka z natury, nagle siedzę w domu zadręczając się masą pierdół, zamiast (jak za dawnych czasów) chłodno przeanalizować sytuację i poczekać z martwieniem się do czasu, aż COŚ będzie pewne. Tak bardzo chciałabym, żeby on był szczęśliwy, że powoli sama usycham! Bo staram się jak mogę, nadmiernie się wszystkim martwię, rezygnuję ze swoich planów, żeby się z nim zobaczyć, UZALEŻNIAM SIĘ! Destrukcyjnie! Ostatnio, po pewnej poważnej kłótni, dałam się doprowadzić do niemal całkowitego rozbicia emocjonalnego w imię ratowania miłości... A potem byłam na siebie baaardzo wściekła.
Wydawało mi się, że silna osobowość i mocne poczucie własnej wartości są swoistym firewallem chroniącym przed tego typu nieprzyjemnościami.
Wniosek: trzeba mieć głowę na karku i stopy mocno na podłożu.